Palikot wysyła jednego z posłów do Londynu, zostanie tam na miesiąc i będzie żył jak emigrant,


 

Takiej przygody poseł Artur Dębski się w tej kampanii chyba nie spodziewał. Janusz Palikot zapowiedział dziś, że wysyła swojego partyjnego kolegę... na miesiąc do Londynu. I bynajmniej nie będzie to wycieczka krajoznawcza. Dębski ma żyć tam jak zwykły emigrant. Sprawdziliśmy, jak sobie poradzi.

 


Janusz Palikot ogłosił dziś swój najnowszy plan. W programie "Jeden na jeden" na antenie TVN24 zdradził, że wysyła jednego ze swoich posłów do Londynu. – Artur Dębski zostanie tam na miesiąc i będzie żył jak emigrant, postara się znaleźć pracę, mieszkanie – oświadczył szef Twojego Ruchu. – Jak nie znajdzie pracy, będzie musiał spać na dworcu – dodał dopytywany przez Bogdana Rymanowskiego.

Twój Ruch chwyta się wszystkich możliwych sposobów, by zwrócić na siebie uwagę. Tym razem się udało. W końcu to typowe "na własne oczy", a nie krzyczenie z sejmowej mównicy. Pytanie tylko, po co komu taki wyjazd?

– Sprawdzam jak jest. Chcę się dowiedzieć, czy to, co się mówi o emigracji jest prawdą. Czy rzeczywiście jest tak łatwo zdobyć pracę, czy urzędy pracy naprawdę są pomocne. Słyszę o tym, że człowiek jadąc do Londynu od dnia pierwszego spotyka się pomocą urzędników. Mówi się, że bezrobotny emigrant dostaje zasiłek, pomagają mu dostać dach nad głową – opowiada Dębski.

 



Poseł Twojego Ruchu, Artur Dębski

 

Jak według posła Dębskiego jest w Polsce?

Poseł Twojego Ruchu mówi, że już w Polsce szukał punktu odniesienia. Obserwował prace powiatowych urzędów pracy. Jego zdaniem, wyłączając pewne wyjątki, większość z nich jest miejscem do zarabiania pieniędzy dla urzędników. Nie spełniają swojej roli. – Dla przykładu powiem, że są takie powiaty, gdzie wszyscy bezrobotni mają ukończony kurs jeżdżenia na wózku widłowym. Tylko, czy to aby na pewno pomogło im w znalezieniu pracy – zastanawia się Dębski.

Poseł tłumaczył nam, jaki ma plan na swój wyjazd. Chce najpierw spróbować znaleźć pracę poprzez urząd. Jeśli to się nie uda, poszuka pracy w innych miejscach. Ma pieniądze na to, by przeżyć pierwszy tydzień, ale nie dłużej. – Palikot chce mi nawet karty kredytowe zabrać. Jedyne co ze sobą przywiozę, to fajki, bo słyszałem, że za około 7 funtów chodzą. Jednak nie więcej. Chcę przeżyć to doświadczenie bycia prawdziwym emigrantem – opowiada Dębski.

Poseł zrobił nawet rozeznanie. Kilku Polaków na emigracji już się z nim skontaktowało i udzieliło mu porady, jak przeżyć. Dzięki temu wie, czego się spodziewać. Znalazł także tani hotel robotniczy, gdzie za 80 funtów tygodniowo może mieszkać. Jeśli chodzi o pracę, to Dębski sam przyznał, że podejmie się każdej, począwszy od zmywaka, po pracę na budowie. Jednak zaznacza, że Polacy na emigracji to nie tylko pracownicy fizyczni.

Jak Dębski przygotowywał się do wyjazdu

– Przez Facebooka poznałem wiele osób, które robią coś więcej. Rozmawiałem już z niektórymi z nich, którzy oferowali mi swoją pomoc. Jest wiele takich osób. Pracują w bankach na wyższych stanowiskach czy korporacjach. Ja sobie zdaję z tego sprawę. Jednak celem mojej podróży jest zobaczenie, jak to wszystko funkcjonuje na tym najniższym szczeblu. Jak urzędy pomagają osobom w znalezieniu pracy, jak wygląda tamtejsza walka z bezrobociem – opowiada Dębski.

Poseł twierdzi, że to on jest pomysłodawcą tego eksperymentu. Spodobał się Palikotowi i dlatego postanowił go realizować. Co ciekawe, Dębski nie będzie kłamał w CV, że jest kimś innym. Przyzna się do bycia posłem. Na czas eksperymentu bierze urlop poselski. – Spędzę święta w Londynie. Będę sam, daleko od kraju, więc poznam smak tęsknoty za ojczyzną w tym okresie – mówi Dębski.

Wyjazd w towarzystwie dwóch innych polityków

Poseł Twojego Ruchu swój eksperyment rozpoczyna już w sobotę. Wraz z nim do Londynu udadzą się Marek Siwiec i Ryszard Kalisz, którzy będą tylko spotykali się z emigrantami. Jednak politycy poznają zupełnie inne światy. To, co pozna Dębski to zderzenie z rzeczywistością, które może okazać się pomocne w przyszłej pracy w Sejmie.

– Po takim wyjeździe nie będę mówił, co przeżywają emigranci nie mając wiedzy. Będę mógł świadomie opowiadać o emigracji. A co do wyjazdu, to był to ostatni moment, by się tego zadania podjąć. Później mamy ważny okres wyborczy, więc wtedy nie miałbym czasu. Pełnię ważną funkcję w partii. Niemniej, teraz jadę na miesiąc i mam nadzieję, że wyjazd się powiedzie – opowiada poseł.

Zdania emigrantów podzielone co do wyjazdu Dębskiego

Zapytaliśmy emigrantów, którzy już mieszkają na Wyspach, co sądzą o eksperymencie Dębskiego. – Pomysł jest żałosny. To kolejny przykład głupoty polityków w naszym kraju – uważa Jacek Matysiuk, który pracuje na północy Anglii jako konstruktor. – Inna sprawa jest taka, że życie emigranta nie jest równe życiu drugiego emigranta. Sądzę, że to będzie dobra zabawa, po części na koszt polskich podatników – mówi sceptycznie nasz rozmówca.

Nieco inne podejście do tego eksperymentu ma Piotr Chlebus, który od dwóch lat mieszka w Anglii. Obecnie jest zatrudniony w firmie PADI, jako koordynator dystrybucji. Wcześniej pracował równolegle w dwóch barach i wie, że początki mogą bywać ciężkie. – To ciekawy pomysł. To coś na wzór tych legend o królach, co się przebierali za żebraków i obserwowali swoich poddanych. Może by tak rozwinąć ten jego pomysł i następnie kogoś wysłać przykładowo do Gołdapi, by tam spróbował znaleźć pracę. Dzięki temu politycy poznają trudy części społeczeństwa – uważa Chlebus.

Są też osoby, które analizują plan Dębskiego. Jakub Gajewski jest pracownikiem naukowym w Royal College of Surgeons w Irlandii. – Tu się nie szuka pracy w urzędach. Oczywiście to niegłupi pomysł spróbować po to, by następnie porównać z Polską rzeczywistością. Jednak prawda jest taka, że tutaj w Irlandii mało kto tak robi. Może w Anglii jest inaczej, ale tu łatwiej znaleźć pracę przez różne portale. Poza tym jak jedziesz za granicę, to raczej starasz się przed wyjazdem znaleźć pracę – radzi Gajewski.

Mój rozmówca dodaje, że on i wielu znajomych przed podjęciem decyzji o emigracji znalazł pracę. Jednak jego zdaniem nie należy krytykować Dębskiego za jego eksperyment. – To znacznie produktywniejsze, niż takie gadanie z mównicy o tym, jak jest za granicą. Jeśli on wykorzysta swoje doświadczenie zebrane podczas tego wyjazdu, to rzeczywiście taki eksperyment ma jakiś sens – uważa Gajewski.

Londyn nie jest dobrym punktem odniesienia

Teraz podchodząc do samego eksperymentu nieco „eksperckim” okiem. Poseł Dębski nie powinien mieć większych problemów. Doświadczenie w różnych dziedzinach ma – włącznie z pracą fizyczną. Sprawdziłem też jak radzi sobie z angielskim, jest naprawdę nieźle. Lepiej niż w przypadku wielu emigrantów, których słyszałem.

Problem w tym, że Londyn jest słabym punktem odniesienia w stosunku do reszty Wielkiej Brytanii. Od dawna istnieje takie przekonanie, że aby poznać prawdziwą Anglię, należy wyjechać na Północ. Tam człowiek pozna nędzę, która jest efektem reform Margaret Thatcher. Londyn jest enklawą, zieloną wyspą wśród krainy recesji. To dlatego Szkocja chce się odłączyć od Korony i stworzyć własne państwo.

Niemniej, jeśli podróże posła Dębskiego (zapowiedział, że mogą być kolejne) przyniosą efekty w postaci lepszych ustaw, to należy go popierać. W historii znajdziemy wiele podobnych przykładów "podglądania". Wystarczy wspomnieć Piotra Wielkiego, który po kryjomu zwiedził pół Europy i stworzył podwaliny pod dzisiejszą potęgę Rosji. Dębski żadnym władcą nie jest i nie będzie. Jednak wpływ na nasze życia w jakimś stopniu ma, a jego doświadczenia mogą okazać się cennym punktem odniesienia. Nic, tylko życzyć mu powodzenia.


natemat.pl